wtorek, 25 lutego 2014

Tajski shake kokosowo - imbirowy. 100% wegański

Wystarczy kilka składników i blender. Dosłownie 5 minut plus schłodzenie i gotowy. Świeży, orientalny smak, zdecydowanie bardziej wakacyjny aniżeli zimowy. Ale w końcu słońce świeci, pszczoły latają, bazie na drzewach, więc można sobie pozwolić :)


środa, 5 lutego 2014

Hummus x 3 - Buraczkowy z czarnuszką, pomidorowy z czerwoną czubrycą i grejpfrutowy z kolendrą

Hummus jest dobry na wszystko! A przynajmniej mi zawsze poprawia humor :)
Postanowiłam wypróbować kilka jego wersji, każda z nich jest bardzo wyraźna w smaku, z dominującą nutą przypraw.
Buraczkowy doprawiłam czarnuszką, świetnie się dopełniają! Z suszonymi pomidorami przyprawiłam czerwoną czubrycą, ale nie za dużo, by smak samego hummusu był wyczuwalny. I na koniec mój faworyt - grejpfrutowy z kolendrą. Bardzo świeży, kwaskowaty i lekki.
Spróbujcie koniecznie wszystkich trzech i wybierzcie swój wariant :)


środa, 8 stycznia 2014

Razowa tarta kalafiorowa z niebieskim serem

Bardzo lubię tarty. Są fajnym polem do poeksperymentowania. Zarówno spód jak i wypełnienie można robić na tysiąc sposobów.
Dziś proponuję tartę na maślanym spodzie, moim ulubionym (dzięki Ewelinka za przepis!). Do tego kalafiorowe, mocno śmietanowe wypełnienie, z niebieskim serem dla wyostrzenia smaku.
Moja rodzina za nią przepada!


wtorek, 7 stycznia 2014

Wegańska, surowa tarta daktylowo - orzechowa z owsianym musem

Przyznam, że zrobiłam tą tartę z czystej ciekawości, jak może smakować ciasto bez posiedzenia nawet przez chwilę w piekarniku. Po pierwszym kęsie już wiedziałam, że to będzie stała pozycja w moim menu.
Dieta witariańska nie służy mojemu organizmowi. Ja konecznie  MUSZĘ zjeść w ciągu dnia coś ciepłego, inaczej po prostu boli mnie brzuch.
Ale witariańskie desery to co innego. Pełne orzechów, suszonych owoców, surowego kakao .....mmmmm poezja!
Tarta z mojego przepisu jest bardzo orzechowa, z pysznym owsianym musem, z mocno wyczuwalnym smakiem daktyli. Pyszna!
Myślę, że będzie smakować nawet zagorzałym zwolennikom mięcha z grilla :)


wtorek, 10 grudnia 2013

Pepatelli all' Arancio

Stwierdziłam, że pierniczę - nie robię!.. Pierniczków w tym roku :) Doszłam do wniosku, że po pierwsze, to nie są moje ulubione ciasteczka, po drugie, mam wielką ochotę na spróbowanie czegoś nowego. A po trzecie, chciałam podsunąć Wam, drodzy czytelnicy, pomysł na coś innego. Przepisów na pierniczki znajdziecie w sieci mnóstwo.

Pepatelli all' Arancio to włoskie ciasteczka z pieprzem, sokiem z pomarańczy, orzechami i korzennymi przyprawami. Są bardzo aromatyczne i to są aromaty jak najbardziej świąteczne!
Oryginalny przepis pochodzi z tej książki, ale ja go dość mocno zmieniłam i ułatwiłam.


piątek, 6 grudnia 2013

Grzaniec bezalkoholowy

Nie ukrywam, że nie przepadam za alkoholem. Jak już piję piwo, to raczej siki w stylu redsa, jak wino, to tyle co kot napłakał. Nie wspominając o mocniejszych trunkach, od których po samym zapachu już jestem pijana. Co innego grzaniec. Dobrze przyprawiony, z mocno wyczuwalną nutą pomarańczy, jabłka, goździków.
Kiedyś, gdy jeszcze mieszkałam w Łodzi, w mojej ulubionej Foto Cafe 102, w bardzo miłym towarzystwie, wypiłam najlepszego grzańca na świecie. A może wcale nie był taki dobry, ale atmosfera miejsca i moi przyjaciele sprawili, że zapałałam miłością do tego trunku.
Dziś jestem mamą karmiącą piersią, więc o grzańcu z prawdziwego zdarzenia mogę zapomnieć (ale czego się nie robi dla dziecka). Spróbowałam natomiast odtworzyć tamten łódzki smak w wersji bezalkoholowej. Cóż, brakuje charakterystycznej mocy, ale rozgrzewa świetnie i smakuje naprawdę dooooobrze!



niedziela, 1 grudnia 2013

Warsztaty kuchni japońskiej

Dzięwiętnaście osób zebranych wokół stołu, w kuchni jednej z najlepszych (jeśli nie najlepszej) rybnickich restauracji. Wszyscy mocno skupieni i wsłuchani w to, co mówi drobna, mogłoby się wydawać nastoletnia dziewczynka. To nie dziewczynka a kobieta, przeurocza, uśmiechnięta Sonoko. Ta drobna kobietka (ach jakże ja jej zazdroszczę figury!) przyjechała za mężem prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni. W restauracji Mięta dzieli się swoimi umiejętnościami i wiedzą o kuchni japońskiej.
Warsztaty trwają około 3,5 godziny w trakcie których powstaje kilka dań. Tym razem była to zupa harusame czyli rosół z imbirem i makaronem ryżowym typu vermicelli, gyoza czyli japońskie pierogi z mięsem mielonym i grzybami shitake, sudori czyli kurczak smażony w cieście z sosem słodko-kwaśnym. Do tego chaahan czyli smażony ryż z warzywami, kyuuri to tsuna no czyli sałatka z ogórka i tuńczyka.
Na deser kurumi yubeshi czyli mochi z orzechami włoskimi oraz zielona herbata ryokucha.
Trzeba przyznać, że było tego naprawdę sporo, po zjedzeniu wszystkiego człowiek poczuł sie jak zawodnik sumo :)
Jedzenie było przepyszne, atmosfera bardzo przyjemna mimo dużej ilości uczestników.
Jednym z największych atutów warsztatów jest ich prowadząca Sonoko, bardzo cierpliwa, uśmiechnięta, przesympatyczna dziewczyna, oraz samo miejsce, przestronna kuchnia z pełnym wyposażeniem.
Cena warsztatów to 60 zł, ponad 3 godziny gotowania pod fachowym okiem, do tego konsumpcja świetnych dań w naprawdę sporych ilościach.
Następne warsztaty już 9.12, gorąco polecam!
Tutaj znajdziecie dokładne informacje o warsztatach.

Polecam wszystkim, którzy cenią sobie dobre jedzenie, profesjonalne podejście do gotowania przy swobodnej i sympatycznej atmosferze!


 Gyoza

 Było też sake... w rozsądnych ilościach oczywiście :)







 Mochi czyli japońskie ciasteczka. Tu w wersji z orzechami włoskimi

 Harusame

 Gyoza, sudori, chaahan i kyuuri to tsuna no

 Sonoko


Lepimy gyoza. Na pierwszym planie japoński wałek